faq
A A A

Muniek idzie na solo

2010/02/26 13:56 | dodał: ol
Muniek idzie na solo
Stary wyjadacz nagrywał solowy album
Fot. magazyn "?dlaczego"
Jest na rynku muzycznym od prawie 30 lat, ale czuje się jak debiutant. Boi się wyjścia na scenę, chociaż zagrał już tysiące koncertów w życiu. Nagrał album, który nie podoba się jego synowi. Mimo to cieszy się, że nareszcie zdecydował się na solową karierę. Czy projekt Muńka odniesie taki sukces jak T.Love?
Zdarzało Ci się w dzieciństwie pójść „na solo”? 
Nie. Chociaż doskonale znam to pojęcie. W moim najbliższym otoczeniu – czyli na robotniczym osiedlu Raków w Częstochowie – często odbywały się „solówki”. Dwóch kolesiów mówiło do siebie: „Chodź na solo!”, a potem w umówionym miejscu tłukli się po gębach. Jednak ja byłem dość grzecznym chłopakiem, który dawał innym ściągi. Najczęściej tłukli się ci, którzy repetowali klasę albo popijali wino. Mnie traktowali jako użytecznego kumpla. Mówili: „Zyga daje nam ściągi, więc lepiej go nie ruszać”. W ten sposób uchowałem się przed bijatykami.  

Chyba byłeś wyjątkiem. 
Być może. Zresztą nie tylko w tej kwestii. Jako jeden z niewielu poszedłem też na studia. Kiedyś z kumplem liczyliśmy i wyszło nam, że z naszego rocznika chyba tylko dwie osoby tak zrobiły. W tym ja.  

Rozumiem, że nigdy się nie biłeś?
Tego nie powiedziałem. W moim przypadku „solówki” miały miejsce znacznie później i to w... zespole.  

Takie prawdziwe solówki, a nie słowne utarczki?
Dokładnie. To były regularne bójki. 

O co się tłukliście?
Różnie. Czasami powodem był wypity alkohol, niekiedy dziewczyna. Pamiętam, że ze starym gitarzystą tłukliśmy się o laski. Aż sam byłem zaskoczony, że potrafiłem się obronić w walce wręcz. Może dzięki podpatrywaniu innych na moim częstochowskim podwórku. Udowodniłem, że nie jestem kompletnym leszczem. Chociaż z drugiej strony nie powiem, żebym był dobry w biciu. Jestem przeciętny. 

Mam nadzieję, że to nie bójka z którymś z kolegów sprawiła, że postanowiłeś nagrać album solowy? 
To wyszło zupełnie naturalnie. Od długiego czasu siedziało we mnie poczucie, żeby nagrać coś solo. Myślałem nawet o tym, żeby pójść do takich muzyków jak Waglewski, Maleńczuk, Borysewicz, Grabaż i poprosić ich o zrobienie dla mnie numerów. Ale to nie byłoby to samo. Chciałem mieć wpływ na to, co pojawi się na mojej płycie. Dlatego zdecydowałem się na współpracę z Jankiem Benedkiem, który był kiedyś członkiem T.Love.  

Czemu akurat z nim? 
Dobrze się znamy i podobnie myślimy muzycznie. To z nim stworzyłem dwa ważne dla T.Love albumy – „King” i „Pociski miłości”. Jego kompozycje wywindowały nasz zespół na szczyty popularności na rynku ogólnopolskim. W latach 80. T.Love był gwiazdą undergroundu. Niestety, w 1993 roku Janek odszedł, ponieważ miał inną od mojej wizję rozwoju kapeli. Nie zerwaliśmy jednak kontaktu. Ja napisałem dwa teksty na jego solowy album, z kolei on podarował mi dwie kompozycje, do których napisałem słowa. „Gnijący świat” i „Jazz nad Wisłą” pojawiły się na krążku „I hate rock and roll”. To zresztą był początek naszego bliższego kontaktu. Nie tylko muzycznego.

Cały wywiad z Muńkiem przeczytasz w najnowszym numerze "?dlaczego".
Oceń artykuł: 0.00
Poprzedni Wykładowca okradał studentów!
Ranking najlepszych wykładówców Następny

Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
Dodaj swój komentarz:
Oceń artykuł:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Kanały rss Kontakt
Dlaczego.com.pl   2007-2010   Wszelkie prawa zastrzeżone
   0.8382
Firma w holdingu PMPG