Giełda dla zuchwałych
2011/02/24 14:26 | dodał: ol
Fot. Piotr Pękala
Nawet jeśli nie wiesz, co to bessa i hossa, a parkiet kojarzy ci się tylko z klepkami w podłodze, możesz inwestować na giełdzie. Zobacz, jak to się robi i zacznij zarabiać.
Udało ci się zaoszczędzić kilka złotych? Brawo, teraz zastanów się, co z nimi zrobić. Jeśli chcesz bezpiecznie przechować je na bankowej lokacie, możesz liczyć na kilka procent zysku w ciągu roku. Ale jeśli nie boisz się ryzyka i chcesz spróbować pomnożyć odłożoną kwotę – może zajrzysz na giełdę? Obawiasz się, że nie masz wystarczającej wiedzy, by rozpocząć przygodę na parkiecie? W takim razie na początek zainteresuj się akcjami prywatyzowanych spółek Skarbu Państwa. Taka inwestycja to świetny sposób na poznanie mechanizmów rządzących giełdą. Nie dość, że będziesz mógł poczuć się jak współwłaściciel dużego i rentownego przedsiębiorstwa, to możesz szybko zarobić na tym interesie niezłą sumkę.
Na czym polega ta prywatyzacja? To proste. Rząd pozbywa się części akcji danej spółki, wystawiając je w ofercie publicznej na sprzedaż. Minister skarbu ustala limit zakupu akcji przypadający na jednego inwestora oraz cenę, po jakiej będzie można w dniu debiutu kupić papiery wartościowe prywatyzowanej firmy. Inwestorzy zapisują się akcje, a jeśli okaże się, że chętnych jest za dużo, proporcjonalnie zmniejsza się liczbę akcji, która trafia do portfela gracza. Prawdziwe emocje zaczynają się w momencie debiutu spółki na giełdzie. Tylko w ciągu jednego dnia można bowiem zarobić na tej inwestycji więcej niż przez cały rok na dobrej lokacie. Warto tylko zaznaczyć, że papiery sprywatyzowanego w maju PZU pierwszego dnia przyniosły 15 proc. zysku, a akcje Giełdy Papierów Wartościowych, która w listopadzie sama trafiła na giełdę, niemal od razu osiągnęły cenę wyższą od ceny emisji o 25 proc. W ostatnim czasie jedyną spółką, która zawiodła oczekiwania inwestorów była Polska Grupa Energetyczna. Przez zbyt duże zainteresowanie jej akcjami do inwestorów trafiło zbyt mało papierów, by dało się na nich znacząco zyskać.
Nie da się jednak ukryć, że coraz większej liczbie osób podoba się granie na giełdzie. W 2010 roku otwarto ponad 400 tys. rachunków maklerskich. Polacy, szczególnie młodzi, szybko przyswajają sobie reguły rządzące wolnym rynkiem i chcą z niego czerpać korzyści. Jak wynika z danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, akcjami obraca już 1,5 miliona naszych rodaków. Są wśród nich tacy, którzy cierpliwie czekają na kolejne prywatyzacje spółek Skarbu Państwa, licząc na szybki zysk, ale zdecydowana większość aktywnie inwestuje swoje oszczędności. Chcesz do nich dołączyć?
– Moja przygoda z giełdą rozpoczęła się na II roku studiów, w marcu 2008 roku – opowiada Piotr
Ciechański, student finansów i rachunkowości na Uniwersytecie Łódzkim. – Nie prowadziłem wcześniej wirtualnych symulacji, nie przeszedłem tej drogi, jaką zalecają poradniki spekulacji – mówi. Jak przyznaje, zdecydował się od razu skoczyć na głęboką wodę. – Zainwestowałem na giełdzie pieniądze z kredytu studenckiego – dodaje. I wtedy zaczęły się problemy. Notowania poszły w dół. – Przekonałem się, że akcje nigdy nie są zbyt tanie, żeby nie mogły jeszcze spaść. Popełniłem podczas bessy chyba wszystkie błędy z psychologii inwestowania oprócz jednego: nie sprzedałem akcji w momencie, w którym większość inwestorów traci resztki nadziei i wychodzi z inwestycji – tłumaczy. Piotr nie spanikował i zaczął dokupywać akcje na dnie. Dzięki temu powoli wypłynął na powierzchnię.
Żeby uniknąć podobnej sytuacji, warto już na początku przygody z giełdą pamiętać, by nie inwestować wszystkich swoich oszczędności. – Małe kwoty, choć nawet takie mogą być duże dla studenta, mają tę zaletę, że ich utrata nie będzie oznaczała końca świata – podkreśla Grzegorz Zalewski, ekspert Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska S.A. – Każdy inwestor zalicza wpadki – nie ma wątpliwości Robert Kajzer, student Akademii Ekonomicznej w Katowicach, doradca finansowy i autor podręcznika o zarządzaniu ryzykiem. – Jeżeli ktoś twierdzi, że odnosi same sukcesy, to po prostu... kłamie. Najlepsi inwestorzy mylą się co najmniej w 30-40 proc. swoich decyzji – dodaje.
Jak w takim razie wystrzegać się błędów? – Warto, aby młody inwestor, rozpoczynając przygodę z giełdą, nabył podstawową wiedzę, która pozwoli mu na świadome inwestowanie – zaznacza Grzegorz Zalewski z DM BOŚ. – Studenci mają ku temu mnóstwo możliwości. Koła naukowe przy uczelniach organizują spotkania, zapraszają na wykłady specjalistów z domów maklerskich, funduszy inwestycyjnych. Strony internetowe firm finansowych pełne są materiałów edukacyjnych – wylicza ekspert.
W sieci można również spróbować swoich sił w wirtualnych grach giełdowych. – To nic innego jak zabawa online w inwestowanie. Jednak w przeciwieństwie do zwykłych gier, ta opiera się na prawdziwych danych pochodzących z warszawskiego parkietu – wyjaśnia Paweł Gierda, absolwent zarządzania na Polish Open University. – Wystarczy tylko się zarejestrować, oczywiście za darmo, i można grać – dodaje. Zaletą takiej internetowej gry jest to, że nie trzeba zakładać prawdziwego rachunku maklerskiego.
Na czym polega ta prywatyzacja? To proste. Rząd pozbywa się części akcji danej spółki, wystawiając je w ofercie publicznej na sprzedaż. Minister skarbu ustala limit zakupu akcji przypadający na jednego inwestora oraz cenę, po jakiej będzie można w dniu debiutu kupić papiery wartościowe prywatyzowanej firmy. Inwestorzy zapisują się akcje, a jeśli okaże się, że chętnych jest za dużo, proporcjonalnie zmniejsza się liczbę akcji, która trafia do portfela gracza. Prawdziwe emocje zaczynają się w momencie debiutu spółki na giełdzie. Tylko w ciągu jednego dnia można bowiem zarobić na tej inwestycji więcej niż przez cały rok na dobrej lokacie. Warto tylko zaznaczyć, że papiery sprywatyzowanego w maju PZU pierwszego dnia przyniosły 15 proc. zysku, a akcje Giełdy Papierów Wartościowych, która w listopadzie sama trafiła na giełdę, niemal od razu osiągnęły cenę wyższą od ceny emisji o 25 proc. W ostatnim czasie jedyną spółką, która zawiodła oczekiwania inwestorów była Polska Grupa Energetyczna. Przez zbyt duże zainteresowanie jej akcjami do inwestorów trafiło zbyt mało papierów, by dało się na nich znacząco zyskać.
Nie da się jednak ukryć, że coraz większej liczbie osób podoba się granie na giełdzie. W 2010 roku otwarto ponad 400 tys. rachunków maklerskich. Polacy, szczególnie młodzi, szybko przyswajają sobie reguły rządzące wolnym rynkiem i chcą z niego czerpać korzyści. Jak wynika z danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, akcjami obraca już 1,5 miliona naszych rodaków. Są wśród nich tacy, którzy cierpliwie czekają na kolejne prywatyzacje spółek Skarbu Państwa, licząc na szybki zysk, ale zdecydowana większość aktywnie inwestuje swoje oszczędności. Chcesz do nich dołączyć?
– Moja przygoda z giełdą rozpoczęła się na II roku studiów, w marcu 2008 roku – opowiada Piotr
| Pięć kroków do inwestowania |
| 1. Odłóż na koncie środki, które masz zamiar przeznaczyć na akcje. 2. Porównaj tabele prowizji i opłat w różnych biurach maklerskich i załóż konto maklerskie tam, gdzie jest najtaniej. 3. Sprawdź, czy twój bank prowadzi dom maklerski – czasem możesz skorzystać z atrakcyjnych zniżek jako klient banku. 4. Wybierz spółkę, której akcje chcesz kupić. 5. Złóż zlecenie w biurze maklerskim na zakup papierów wartościowych. |
Żeby uniknąć podobnej sytuacji, warto już na początku przygody z giełdą pamiętać, by nie inwestować wszystkich swoich oszczędności. – Małe kwoty, choć nawet takie mogą być duże dla studenta, mają tę zaletę, że ich utrata nie będzie oznaczała końca świata – podkreśla Grzegorz Zalewski, ekspert Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska S.A. – Każdy inwestor zalicza wpadki – nie ma wątpliwości Robert Kajzer, student Akademii Ekonomicznej w Katowicach, doradca finansowy i autor podręcznika o zarządzaniu ryzykiem. – Jeżeli ktoś twierdzi, że odnosi same sukcesy, to po prostu... kłamie. Najlepsi inwestorzy mylą się co najmniej w 30-40 proc. swoich decyzji – dodaje.
Jak w takim razie wystrzegać się błędów? – Warto, aby młody inwestor, rozpoczynając przygodę z giełdą, nabył podstawową wiedzę, która pozwoli mu na świadome inwestowanie – zaznacza Grzegorz Zalewski z DM BOŚ. – Studenci mają ku temu mnóstwo możliwości. Koła naukowe przy uczelniach organizują spotkania, zapraszają na wykłady specjalistów z domów maklerskich, funduszy inwestycyjnych. Strony internetowe firm finansowych pełne są materiałów edukacyjnych – wylicza ekspert.
W sieci można również spróbować swoich sił w wirtualnych grach giełdowych. – To nic innego jak zabawa online w inwestowanie. Jednak w przeciwieństwie do zwykłych gier, ta opiera się na prawdziwych danych pochodzących z warszawskiego parkietu – wyjaśnia Paweł Gierda, absolwent zarządzania na Polish Open University. – Wystarczy tylko się zarejestrować, oczywiście za darmo, i można grać – dodaje. Zaletą takiej internetowej gry jest to, że nie trzeba zakładać prawdziwego rachunku maklerskiego.
Oceń artykuł:
0.00
Powiązane artykuły:
Studencie! Inwestuj giełdzie!
Oszczędzacie? Nie oszczędzamy
Ile chcą zarabiać studenci
Z kasą im do twarzy
5 pomysłów na szybką kasę
Złap byka za rogi
Skandal na SGH. Studenci stracili semestr?
Nowe akademiki. Rezerwuj miejsce
Student za spódnicą mamusi
Prywatne uczelnie walczą o życie
Krucho z pracą po studiach
Blipnij

