Wykładowcy przepychają studentów na siłę?
Fot. www.sxc.hu
„Miałem ponad stu studentów. Była wśród nich grupa, którą musiałem oblać. Choćby po to, by uszanować pracę innych studentów” – opowiadał Mikołaj Iwański, były wykładowca PK, o czym donosił serwis GK24.pl. „Skończyło się to tym, że otrzymałem telefon od dyrektora instytutu, że ktoś w moim imieniu wpisze im zaliczenia. Liczy się tylko, żeby był komplet, żeby dotacja przychodziła” – wyznał.
Dlaczego uczelni miało zależeć na zaliczeniu zajęć nawet złym studentom? Wszystko przez dotacje, jakie do niej płyną. Im więcej studentów, tym więcej pieniędzy z kasy państwa.
Ta mocna wypowiedź sprowokowała kolejnego wykładowcę do podobnego zwierzenia. Dr Robert Filipowski przyznał w radiu TOK FM, że presję na wykładowców wywierały także władze warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej.
Jak tłumaczył, uczelnia nie zgadzała się na oblanie grupy studentów, którym nie należały się zaliczenia. „Rozmowy były prowadzone, gdy władze wydziału zaczęły obawiać się, że część studentów otrzyma ode mnie oceny niedostateczne. Pani prodziekan i opiekun roku bardzo nalegali, bym takich ocen nie stawiał” – opowiada dr Filipowski. Zdziwił się bardzo, gdy chciał wstawić tym studentom dwóje. „W momencie, gdy je wpisywałem, były tam już wpisane oceny lepsze, zaliczające” – przyznaje.
„Ja udaję, że wykładam, studenci udają, że się uczą” – mówi dr Filipowski, który po tym incydencie odszedł z APS.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w odpowiedzi na te doniesienia zdecydowało, że przeprowadzi szczegółową kontrolę na wszystkich uczelniach, których wykładowcy mówili o tych skandalicznych praktykach.
Blipnij

