Jak zagiąć profesora na egzaminie?
2009/08/06 14:00 | dodał: trollbarbatus
Piotr Tymochowicz
Fot. archiwum
Fot. archiwum
Zachowanie na egzaminie ustnym może działać na naszą niekorzyść lub pomóc w zdobyciu lepszej oceny. Piotr Tymochowicz doradza, jak zmierzyć się z egzaminatorem i zapanować nad słabościami.
Jaki jest najlepszy sposób na egzaminatora?
Z góry błędna jest wiara w to, że istnieją jakiekolwiek uniwersalne metody oddziaływania. Chcąc opisać metodycznie sposób postępowania, wychodzimy z mylnego założenia, że istnieją takie metody klucze, które otwierają każde drzwi. Owszem, są pewne zasady uniwersalne, ale nie ma takiej metody postępowania.
Co na to wpływa?
Różnorodność osobowości. Przykładowo mamy wykładowcę, który bardziej przyzwyczajony jest do mówienia niż do słuchania. Sposób postępowania jest zupełnie inny niż w stosunku do tzw. weryfikatora-policjanta, czyli kogoś, kto niechętnie zabiera głos, a chciałby wydobyć od studenta jak najwięcej konkretów. Możemy również spotkać tzw. dorosłego analityka, człowieka, który nie lubi budowania atmosfery i przeciągania tematu, tylko od razu nastawia się na konkret. Ten wykładowca szybko zareaguje, gdy w odpowiedzi pojawi się coś nieistotnego. Wobec tak różnych osób nie można stosować tych samych metod.
Warto więc wcześniej zrobić rozeznanie?
Powiedziałbym, że 50 procent sukcesu zależy od dobrej diagnostyki, czyli od rozpoznania, kogo mamy przed sobą.
Ale może są uniwersalne sposoby działające na wszystkich?
Jest coś, co jest najprostsze i najskuteczniejsze. Należy zadać pytanie, kiedy wykładowcy najtrudniej przychodzi negatywna ocena studenta, niezależnie od stopnia jego wiedzy. Po pierwsze, bardzo trudno ocenić kogoś niezwykle sympatycznego. Trzeba więc umieć zbudować sympatyczną relację. Niełatwo też ocenić pasjonata. Jeśli student przedstawi się jako entuzjasta tego, z czego akurat zdaje egzamin, to niezwykle trudno będzie egzaminatorowi postawić mu złą ocenę. Następuje bowiem proces samotłumaczenia na korzyść studenta. Nawet jeśli niewiele powie, egzaminator tłumaczy sobie: „No tak, pasjonuje się tym, przecież nie może tego nie wiedzieć. Widocznie stremował się i coś mu umknęło z pamięci”.
Kto jeszcze może liczyć na przychylność?
Ktoś, kto potrafi udokumentować czas poświęcony danemu zagadnieniu. Nie muszę już wykazywać pasji, jeśli powiem: „Od pół roku szczególnie interesuje mnie ten temat”. Nawet jeśli posunę się do tego, że przywołam fikcyjne autorytety: „Na pewno pani profesor czytała ostatni artykuł profesora Iksińskiego”. Rzadko który egzaminator przyzna się, że nie ma pojęcia, kim jest profesor Iksiński. Niewielu ma bowiem odwagę ujawnić chwilową niekompetencj ę. Kolejny sposób to dowartościowanie funkcjonalne. Nie może to być „płaski komplement”, bo ten w czasie egzaminu będzie zupełnie niewiarygodny. Należy przedstawić dowartościowanie jako logiczną konsekwencję jakiegoś zdarzenia: „Dzięki panu profesorowi kilka miesięcy temu bardzo zainteresowałem się tym tematem”.
Z góry błędna jest wiara w to, że istnieją jakiekolwiek uniwersalne metody oddziaływania. Chcąc opisać metodycznie sposób postępowania, wychodzimy z mylnego założenia, że istnieją takie metody klucze, które otwierają każde drzwi. Owszem, są pewne zasady uniwersalne, ale nie ma takiej metody postępowania.
Co na to wpływa?
Różnorodność osobowości. Przykładowo mamy wykładowcę, który bardziej przyzwyczajony jest do mówienia niż do słuchania. Sposób postępowania jest zupełnie inny niż w stosunku do tzw. weryfikatora-policjanta, czyli kogoś, kto niechętnie zabiera głos, a chciałby wydobyć od studenta jak najwięcej konkretów. Możemy również spotkać tzw. dorosłego analityka, człowieka, który nie lubi budowania atmosfery i przeciągania tematu, tylko od razu nastawia się na konkret. Ten wykładowca szybko zareaguje, gdy w odpowiedzi pojawi się coś nieistotnego. Wobec tak różnych osób nie można stosować tych samych metod.
Warto więc wcześniej zrobić rozeznanie?
Powiedziałbym, że 50 procent sukcesu zależy od dobrej diagnostyki, czyli od rozpoznania, kogo mamy przed sobą.
Ale może są uniwersalne sposoby działające na wszystkich?
Jest coś, co jest najprostsze i najskuteczniejsze. Należy zadać pytanie, kiedy wykładowcy najtrudniej przychodzi negatywna ocena studenta, niezależnie od stopnia jego wiedzy. Po pierwsze, bardzo trudno ocenić kogoś niezwykle sympatycznego. Trzeba więc umieć zbudować sympatyczną relację. Niełatwo też ocenić pasjonata. Jeśli student przedstawi się jako entuzjasta tego, z czego akurat zdaje egzamin, to niezwykle trudno będzie egzaminatorowi postawić mu złą ocenę. Następuje bowiem proces samotłumaczenia na korzyść studenta. Nawet jeśli niewiele powie, egzaminator tłumaczy sobie: „No tak, pasjonuje się tym, przecież nie może tego nie wiedzieć. Widocznie stremował się i coś mu umknęło z pamięci”.
Kto jeszcze może liczyć na przychylność?
Ktoś, kto potrafi udokumentować czas poświęcony danemu zagadnieniu. Nie muszę już wykazywać pasji, jeśli powiem: „Od pół roku szczególnie interesuje mnie ten temat”. Nawet jeśli posunę się do tego, że przywołam fikcyjne autorytety: „Na pewno pani profesor czytała ostatni artykuł profesora Iksińskiego”. Rzadko który egzaminator przyzna się, że nie ma pojęcia, kim jest profesor Iksiński. Niewielu ma bowiem odwagę ujawnić chwilową niekompetencj ę. Kolejny sposób to dowartościowanie funkcjonalne. Nie może to być „płaski komplement”, bo ten w czasie egzaminu będzie zupełnie niewiarygodny. Należy przedstawić dowartościowanie jako logiczną konsekwencję jakiegoś zdarzenia: „Dzięki panu profesorowi kilka miesięcy temu bardzo zainteresowałem się tym tematem”.
Oceń artykuł:
1.00
Powiązane artykuły:
Pasjonaci lepiej zdają egzaminy
Idzie sesja, rośnie presja
Sesja bez stresu
Krótsze studia przez piłkę nożną?
Internet ogłupia studentów?
RECEPTA NA SESJĘ!
Studenci zakuwają do sesji w centrum handlowym!
Artystyczna kariera
Akademia staje się Uniwersytetem
Największe błędy sesji
Egzaminy w sesji są zbędne?
Blipnij

