faq
A A A

Którym studentom przeszkadza ściąganie

2009/07/25 14:00 | dodał: trollbarbatus
Którym studentom przeszkadza ściąganie
ściąganie - grzech powszedni?
Fot. archiwum
Zbliża się sesja. Znów będziemy zakuwać. Czy znów też przygotujemy ściągi? Część z nas twierdzi, że tak. Inni postanowili jednak przystopować...
Podświetlone złodziejską latarką menu komputerowe „kopiuj – wklej” na plakacie Magdaleny Trebner zwyciężyło w konkursie antyplagiatowym dla studentów Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Plakat Zbigniewa Szatkowskiego – „Nie cudzosłów” – zajął II miejsce, a wyróżnienie otrzymał poster Katarzyny Świeczkowskiej przedstawiający dwa mózgi – jeden z nich wysysa wiedzę z drugiego. Skąd takie pomysły?  – Potrzebna jest kontrola nad tym procederem – to zwykła kradzież. Sama się z tym zetknęłam – niektórzy moi koledzy ściągają z Internetu gotowe prace, a to jest oszustwo i trzeba z tym walczyć – słowa Magdy i powodzenie konkursu świadczą o tym, że niektórzy z nas mają ściągania dość. Nie wszyscy.

Według CBOS-u, ponad 58 proc. Polaków uważa ściąganie na egzaminach za rzecz naturalną, natomiast zaledwie 28 proc. uznaje je za patologię, z którą należy walczyć. Jak się okazuje, wśród tych pierwszych znajduje się nawet część kadry akademickiej. – Przecież ja wiem, że normalny człowiek nie jest w stanie przygotować się dobrze ze wszystkich przedmiotów. Dlatego wolę, żeby dobrze przygotował swe ściągawki niż przyszedł na egzamin z samą pustką w głowie – mówi jeden z wykładowców socjologii na UW. Zdarza się więc, że wyrozumiali albo leniwi profesorowie przymykają oko na ściągających lub niedbale przeglądają gazetę w trakcie egzaminu. Tylko czy ktoś ze ściągających  chciałby mieć w zespole niedouczonego specjalistę, który zdobył tytuł dzięki temu, że miał dobry wzrok? Stąd też akcje takie jak ta z SWPS. To nie jedyne takie przedsięwzięcie.

Z inicjatywy samorządu studenckiego rektor SGH ogłosił konkurs dla studentów na najlepsze rozwiązanie, które pomoże uporać się z plagą zżynania na egzaminach. – Być może sam pomysł walki ze ściąganiem nie jest oryginalny – mówi rzecznik SGH, Jacek Polkowski. – Wiele się mówi na ten temat, a mało robi. My liczymy na to, że po wdrożeniu zwycię skiego projektu problem ściągania w SGH przestanie istnieć. I chętnie podzielimy się rozwiązaniami z innymi uczelniami i szkołami – podkreśla. Zdaniem przedstawiciela Biura Promocji SGH, uczelnia postanowiła wydać walkę temu zjawisku i skończyć z żerowaniem leni na bardziej uczciwych i zdolnych studentach. Zastopowanie fali ściągania leży więc w najlepiej rozumianym interesie studentów. Na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW i Politechnice Warszawskiej, w ramach wspólnej akcji „Zero tolerancji”, ogłoszono surowe kary za przyłapanie na ściąganiu – grozi za to nawet relegowanie z uczelni, podobnie jak dzieje się w krajach anglosaskich. Tam, ze względu na wysoki koszt studiów nikt nie chce, żeby oszuści zaniżali uczciwym studentom szanse na stypendia i późniejszą pracę. Złapany na ściąganiu wylatuje w atmosferze skandalu. Na wydalonego spada odium loosera, który nie potrafi uczciwie osiągać sukcesów. Co więcej – informacja o tym trafia do agentów firm head-hunterskich.

Z prawnego punktu widzenia ściąganie jest uważane za fałszowanie dokumentów – grożą za nie konsekwencje karne. Ściąganie to nie jedyny problem środowiska akademickiego związany z samodzielnością badawczą. Rekordy negatywnej popularności biją plagiaty prac zaliczeniowych i  dyplomowych. To problem na tyle poważny, że wiele uczelni zdecydowało się zakupić programy do sprawdzania prac. – Od czasu gdy niektórzy studenci złożyli jako prace zaliczeniowe na wykład pewnego profesora jego własne eseje ściągnięte z Internetu, uczelnia wprowadziła komputerowy system antyplagiatowy – opowiada Mateusz Nawrocki, przewodniczący samorządu w Collegium Civitas. Takie rozwiązanie działa też w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Uczelnia ta kładzie nacisk na uświadamianie, czym jest plagiat. Wyrazem tego był wspomniany już konkurs „UWAGA! Plagiat!”. Jego organizatorkami i inicjatorkami są psycholożki społeczne z SWPS – Magdalena Paśka i Dorota Juszczak. – Pośrednią inspiracją dla tej akcji były ogłoszenia o płatnym pisaniu prac magisterskich i  zaliczeniowych. Ponieważ prowadzimy ćwiczenia, na których zajmujemy się reklamą społeczną, postanowiłyśmy wykorzystać inwencję studentów do stworzenia publicznej kampanii – tłumaczy Dorota Juszczak. – Studenci podchwycili pomysł i poprowadzili dalej. Dzięki temu przedsięwzięcie się udało – podkreśla. W efekcie kilkumiesięcznej burzy mózgów powstały prace uświadamiające, że plagiat nie jest niczym innym jak kradzieżą cudzego wysiłku intelektualnego.

– Większość studentów nie zdaje sobie sprawy z faktu, że nie umieszczając bibliografii czy przypisów do wykorzystanych materiałów, popełnia plagiat – mówi Juszczak. Jej zdaniem to nawyk z liceum, gdzie standardy cytowania nie są  egzekwowane, oraz wynik odwiecznych uwarunkowań kulturowych. – Jeżeli w wyniku akcji choć trzy osoby nie popełnią plagiatu, to będzie duży sukces – deklaruje Juszczak. Ściąganie i plagiat znajdują  uznanie w oczach większości społeczeństwa. Co gorsza, często otwarcie mówi się, że ci, którzy kopiują cudze prace, są zaradni, a uczciwi to frajerzy. Z drugiej strony, jaki jest sens uczenia się ekonomii, jeżeli studiuje się filologię angielską? Może mniejsza liczba bezsensownych przedmiotów w naszych planach zajęć zmniejszyłaby nieco plagę ściągania? Publiczne akcje piętnujące ściąganie i popełnianie plagiatów są konieczne, ale bez gruntownych zmian w kształcie systemu edukacji – który dziś stawia encyklopedyczne „kucie na blachę” ponad praktyczność – nie należy się spodziewać szybkich zmian.

Michał Zawadzki
Poprzedni Z rektoratu do Senatu
Studenci nie walczą o nic Następny

Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
Dodaj swój komentarz:
Oceń artykuł:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Kanały rss Kontakt Mapa strony
Dlaczego.com.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
   0.5568
Firma w holdingu PMPG